niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 20 - Mamy ogień i podpalamy nawet piekło.

Cześć!! I tak o to, po wielu godzinach pisania, udało mi się skończyć 20 rozdział ;) 20! Rozumiecie?! xd Jak dotąd YEJAW to moje najdłuższe opowiadanie! ;p Hahaha ;) Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają tę historię oraz komentuję :) To naprawdę wiele dla mnie znaczy, że ktoś docenia to co robię. Dobra... już nie przynudzam. Zapraszam do czytania i komentowania ;)
Enjoy!



Twoje oczy jak ocean.




Dochodziła godzina 9. Na dworze było już ciepło, a promienie słońca wdzierały się przez niezasłonięte okna rozświetlając pokój.



Harry zaczął powoli otwierać powieki, mrugając nimi kilkakrotnie by przyzwyczaić oczy do światła. Ziewnął głośno, przeciągając się, a następnie obracając się na lewy bok. Od razu przywitało go przyjemne ciepło bijące od ciała Louisa. Uśmiechnął się wtulając w swojego chłopaka i wdychając jego zapach, który był mieszanką cynamonu, kawy oraz jego wody po goleniu i to było bardzo przyjemne. 



Zatopił głowę w zagłębieniu jego szyi, całując delikatnie ciepłą skórę i co chwilę szepcząc 'kocham Cię'.


- Ja ciebie też - wyszeptał zaspanym głosem Lou, wplątując palce w loki Harry'ego. Podrapał delikatnie jego skórę na głowie, a w odpowiedzi dostał ciche mruknięcie. - Chciałbym żeby właśnie tak wyglądało nasze życie. Ja, Ty i nikt więcej -uśmiechając się delikatnie, składając słodkiego całusa na malinowych ustach Harry'ego. 



- Też bym chciał i wiem, że tak będzie - powiedział pewnie Harry, gdy na chwilę odsunął się od starszego chłopaka. Poparł się na łokciu, spoglądając w oczy Louisa.



Były niebieskie z tańczącymi iskierkami, niczym ocean o zachodzie słońca. A Harry właśnie się w nich zakochał. Wystarczyło jedno spojrzenie i wpadł po uczy.



Starszy uśmiechnął się, przybliżając twarz do twarzy Harry'ego i jeszcze raz pocałował go, w te cudowne usta. Pocałunek był wolny i wyrażał wszystko co ta dwójka do siebie czuła. A czuła naprawdę wiele. Tą nieskazitelną i prawdziwą miłość, której nic nie da rady zastąpić. 



- Louis i Harry śniadanie! - usłyszeli krzyk dochodzący z dołu. Obydwoje cicho jęknęli w swoje usta, po czym odkleili się od siebie, a następnie wygrzebali się z łóżka, stając na podłodze. Harry sięgnął do swojej walizki po ładowarkę, natomiast Louie bezskutecznie szukał swoich bokserek. Po chwili jednak się poddał opadając na miękki materac.




- Coś się stało, kochanie? - spytał Harry przeczesując dłonią swoje loki.



- Bokserki mi się zgubiły - wyznał cicho chichocząc, co Harry odwzajemnił. Podszedł do Louis'ego, siadając na nim okrakiem i  przegryzając swoją wargę.



- Mamy problem. Wiesz... może gdybyś wczoraj tak nimi nie rzucał, to teraz byś je znalazł. - uśmiechnął się figlarnie, szczypiąc Louis'ego w policzek. 



- Że co?! Ja je ściągałem?! - zawołał oburzony, na co z ust Harry'ego wydobył się cichy śmiech.



- Tak, tak, Ty, LouLou - zaśmiał się z miny chłopaka.



- Śmieje się ten, kto śmieje się ostatni - zaczął łaskotać swojego, przez co ten o mało nie zachłysnął się śliną. Louis wykorzystał ten moment, przewracając młodszego, tak, że to teraz on siedział na nim i go łaskotał.



Po kilku minutach Louis odpuścił, przestając dręczyć loczka, na co ten spojrzał na niego z podziękowaniem.
 - Dobra, a teraz chodź na śniadanie bo jak nie przyjdziemy na pięć minut to mama nas zabij. Ale wiesz, że i tak jeszcze tego nie skończyliśmy - oznajmił, schodząc z Harry'ego, który jedynie zaśmiał się na to. Podał mu rękę, a ten natychmiast ją chwycił, wstając na nogi.



- Ja jeszcze pójdę wziąć szybko prysznic i zaraz zejdę, ok? - powiedział, wskazując na drzwi do łazienki. Spojrzał na Louisa, który zmarszczył brwi, przyglądając się młodszemu. - Co? - spytał, z lekkim uśmiechem na ustach.



- Wiesz... nie wiem czy sobie poradzisz i.... - zaczął Lou, chichocząc, na co Harry wybuchnął śmiechem rzucając w starszego chłopaka poduszką. Chwycił kilka swoich rzeczy, po czym zniknął za drzwiami łazienki.  



Louis ubrał się w czarne rurki oraz niebieską koszulkę, po czym wyszedł ze swojego pokoju. Zszedł ze schodów, kierując się w stronę jadalni. Wszedł do niej i zobaczył całą rodzinkę przy stole. Oprócz Jay i Lottie, bo te znajdowały się w kuchni. Lecz zamiast nich w pomieszczeniu była jego ciocia wraz z wujkiem.



- Witaj Louis! - przywitała się z nim ciocia - Rose. Podeszła do niego, po czym przytuliła.



- Mi ciebie też miło widzieć ciociu. A tak w ogóle, to co tu robicie? - spytał odsuwając się od niej i witając z wujkiem.



- Przyjechaliśmy przed chwilką, ponieważ mieliśmy po drodze. Wracaliśmy od Sama i postanowiliśmy, że wpadniemy - wyjaśniła siadając na krześle. Louis uśmiechnął się delikatnie wsłuchując się w rozmowę, którą prowadził jego tata oraz wujek. Przysłuchiwał jej się przez chwilę, lecz gdy usłyszał jak ktoś zbliża się ku niemu, natychmiast odwrócił głowę napotykając przeraźliwie zielone tęczówki, w których to właśnie Louis się zakochał. Wpatrywał się w nie chwilę, nie słysząc pytań, które zadawała jego ciotka. - Louis! - gdy ta krzyknęła głośniej chłopak oderwał się od wpatrywania się w oczy Harry'ego i zwrócił swój wzrok na Rose. - Pytałam sie kim jest ten uroczy chłopiec.



Louis spojrzał na Harry'ego uśmiechając się, gdy na jego twarz wkradło się lekkie przerażenie. Ten jedynie podszedł do niego bliżej szepcząc ciche 'spokojnie' tak aby tylko on to usłyszał. Obrócił się przodem do rodziny, szeroko się uśmiechając.



- Więc, ciociu, wujku, to Harry mój chłopak, Harry to moja ciocia i wujek - przedstawił ich, chwytając loczka za rękę i ściskając ją mocno, aby dodać mu tym otuchy. Harry skinął głową szepcząc ciche 'Miło mi państwa poznać"



Na twarzy Rose zagościł szeroki uśmiech, natomiast Kacper bacznie przyglądał się Harry'emu.



- Dobra, nie wpatrujcie się tak w niego bo poczuje się zazdrosny! - zaśmiał się Louis, ciągnąc Harry'ego w stronę wolnych miejsc.



- Więc ten uroczy chłopiec...Harry, jest twoim chłopakiem? - upewniła się Rose, marszcząc brwi.



- No tak, nie wiem przeszkadza coś cioci? Przecież doskonale każdy wiedział, że jestem gejem - powiedział kładąc dłoń na kolanie Harry'ego.



- Nie! Oczywiście, że mi nic nie przeszkadza. Po prostu...Cieszę się, że znalazłeś sobie kogoś tak bardzo czarującego i słodkiego. Szczere mówiąc to inaczej wyobrażał sobie Ciebie Harry - tym razem zwróciła się do loczka, uśmiechając się. Louis zmarszczył brwi, przypatrując się ciotce. - No nie patrz teraz tak na mnie! Sądziłam, że będzie od ciebie starszy i w ogóle nie będzie uroczy ani słodki, a Harry... szkoda słów. Wyglądasz jak anioł, skarbeńku - zaśmiała się, na co Harry się lekko zarumienił.



- Jak mój anioł - dodał ciszej Louis, przybliżając swoją twarz do twarzy loczka, po czym bez wahań musnął jego usta, co młodszy chłopak odwzajemnił. Po chwili dało się słyszeć jęki bliźniaczek, co spowodowało, że chłopcy uśmiechnęli się, po czym oderwali od siebie.



Po kilku minutach w jadalni pojawiła się Jay wraz z Lottie, które zajęły swoje miejsca przy stole. Louis przywitał się jeszcze z Nicole - swoją kuzynką oraz przedstawił Harry'ego, na co to wyszczerzyła się i powiedziała, że jest słodki i uroczy.



Nieopisana była radość Louisa, że reszta rodziny zaakceptowała Harry'ego, a Harry zaakceptował jego rodzinę. Było po prostu cudownie. Zwłaszcza cieszył się z powodu iż dwie najbliższe mu osoby tak dobrze się dogadują. Harry i Jay już pierwszego dnia znaleźli wspólny język. A to, iż zostali razem sami na tarasie do późna rozmawiając o wszystkim i o niczym tylko potwierdzało fakt, że Jay pokochała loczka. No bo... jak go  można nie kochać?



Po kilku minutach już wszyscy siedzieli za stołem i jedli pyszności przygotowane przez Jay, która była wyśmienitą kucharką. Kuchnia to był jej teren i nikomu nie pozwalała tam wchodzić. Po prostu uwielbiała gotować.



- Mamo, a dlaczego Louis ma taką dużą czerwoną plamę na szyi? - zapytała Phoebe, przez co Louis, który akurat pil wodę zakrztusił się. Nagle wszystkie spojrzenia powędrowały na szyję Louisa.



- To malinka phoebe - wyjaśniła Fizzy, chichocząc wraz z Nicole. - Najwyraźniej wczoraj Harry zabawiał się z Louis'em - zauważyła Fizzy, spoglądając na zaczerwionego Harry'ego.




- Co to malinka, mamo? - spytała Daisy, patrząc się na mamę. - I dlaczego Harry bawił się z Louis'em, a z nami nie chciał - gdy to powiedziała, wszyscy wybuchli śmiechem oprócz bliźniaczek.




- Nie ten rodzaj zabaw Daisy. Mizianie się, całuski i takie tam..




- Matko, przestańcie! - krzyknął Louis, zakrywając twarz dłonią.




- A dlaczego Harry nie ma takich plamek? - swój 'wywiad' kontynuowała Phoebe.




- Pewnie ma je gdzie indziej - wyszeptała Jay, spoglądając na syna.




- Mamo Ty też? Czy was wszystkich dziś porąbało?! - popatrzył na resztę rodziny, która się już uspokajała. - Jesteście totalnie szurnięci - podsumował Louis, spoglądając na Harry'ego, który się uśmiechał. - Dobra, to ja i Hazz pójdziemy na spacer. Chcę mu pokazać kilka miejsc - powiedział Lou, wstając z krzesła. Harry uczynił to samo, chwytając mocno dłoń swojego chłopaka.



- Tylko tam nie szalejcie! - pożegnał ich krzyk Fizzy oraz Nicole. Chłopcy wyszli z domu, zamykając za sobą drzwi.



- Boże, Harry przepraszam. Nie wiem co ich napadło. Przeważnie się tak nie zachowują, ale to chyba efekt tej malinki, która faktycznie jest sporych rozmiarów - wyszeptał patrząc na Harry'ego, który się jej przyglądał.



- No cóż.. a ja jestem jej bardzo dumnym twórcą - musnął usta Louis'ego, uśmiechając się szeroko. - Dobra, to gdzie chcesz mnie zabrać? - spytał, gdy Louis pociągnął go w stronę wyjścia.



- W pewne miejsce - wyjaśnił, całując policzek swojego chłopaka.

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 19 - Masz moje serce jak na tacy.

Cześć wam! ;) Hmm... od razu przepraszam za ten rozdział ;) Jest krótki i beznadziejny, ale mówi się trudno. Nie mam do przekazania żadnych ważnych informacji, więc zapraszam do czytania 19 rozdziału :) Liczę na komentarze ;p
Enjoy! 


Twoje oczy zaglądając w moje myśli. 





- Matko, po co ja się na to zgadzałem - wyszeptał Harry, chowając twarz w dłonie.



- Hazz, słoneczko nie martw się, będzie dobrze. Już Ci mówiłem, że moi rodzice są naprawdę w porządku. Nic Ci przecież nie zrobią. Są normalni tak jak wszyscy inni ludzie. Doprawdy nie wiem, czemu się tak boisz - spojrzał na Harry'ego, który aktualnie wpatrywał się w widok za oknem. Na chwilę pomiędzy nimi zapanowała cisza, którą przerwał szatyn. - Kotku?



- No bo... co będzie jeśli twoi rodzice mnie nie zaakceptują, co? No nie wiem, nie będą mnie lubić czy coś takiego - wyjaśnił loczek, wpatrując się w Louisa.




- Skarbie, nadal nie mogę zrozumieć. Oni Cię pokochają. Jesteś tak cudownym człowiekiem. Dobrym i uczciwym no i strasznie uroczym, że ciebie po prostu nie da się nie lubić. Jesteś taki wspaniały... uwierz mi, pokochają Cię - zapewnił go szatyn, wjeżdżając przez dużą bramę. Louis zgasił silnik, odpinając pasy. - No i jesteśmy na miejscu. Nie denerwuj się, będe przy tobie przez cały czas - zapewnił go, całując krótko w usta.



Wysiedli z samochodu, zamykając za sobą drzwi. Louis otworzył bagażnik, wyjmując z niego dwie walizki, natomiast Harry rozglądnął się dookoła. Dom był naprawdę ogromny i piękny, a wokół niego rozciągał się śliczny ogródek z różnymi rodzajami kwiatów.



- Hazz, idziemy? - z rozmyśleń wyrwał Harry'ego Louis. Loczek natychmiast się obrócił uśmiechając się delikatnie w stronę swojego chłopaka. - Ty weź tą czarna torbę, a ja wezmę walizki - powiedział, po czym ruszył w stronę drzwi frontowych. Harry przełknął ślinę, idąc za chłopakiem. Gdy znaleźli się przy drzwiach, Louie je otworzył, chwytając młodszego chłopaka za rękę, sprawiając, że ten wszedł do środka.



Dom był naprawdę piękny. Ale piękny to nieodpowiednie słowo, co do wyglądu z wewnątrz. Wszystko było ogromne i śliczne. Przeważał biel i kremowy. Duże żyrandole dodawały tylko uroku. A schody, po części przypominały te z Titanica.




- Ale tu ślicznie - szepnął Harry, na co Louis się uśmiechnął.



Niestety nie dane było mu dokańczanie oglądania domu, ponieważ już po chwili jakby znikąd pojawiły się dwie dziewczynki w różowo- białych sukieneczkach, które podbiegły do Louisa i się w niego wtuliły. 




- Bo mnie udusicie! - krzyknął rozbawiony Lou, a po chwili dziewczynki odsunęli się od Louisa, pozwalając mu wstać. - Phoebe, Daisy o to Harry. Harry o to moje siostry - przedstawił je Louis, na co dziewczynki się uśmiechnęły.



- Lou, a Harry to twój chłopak? A pójdzie się z nami pobawić? Proszę Louu... Harry pójdziesz? - spytała Pheobe, spoglądając raz na Louisa lub na Harry'ego.



- Phoebe i Daisy Tomlinson, proszę mi tu nie męczyć Louisa i Harry'ego! - nagle obok chłopców, zjawiła się Jay, uśmiechając się do obu. Dziewczynki tylko wyduły wargi, po czym pobiegły do salonu, wznawiając swoją zabawę. - Witaj Louis - przywitała się ze swoim synem, przytulając go mocno. Gdy się od siebie oderwali, jej wzrok spoczął na Harrym. - A to zapewne Harry, największa miłość mojego synka - szepnęła uśmiechając się, po czym bez zbędnych pytań, przytuliła do siebie Harry'ego. Po chwili się od niego oderwała. - Matko ty naprawdę jesteś uroczy! - zaśmiała się, co chłopcy odwzajemnili.



- Dziękuje Pani..



- Aaaa... żadna pani! Mów mi po prostu Jay, szkrabie i... Witaj w rodzinie Harold - powiedziała, całując go w policzek, po czym odszedł w stronę kuchni, tłumacząc tym, iż musi przypilnować ciasta.



- Mówiłem - wyszeptał Louie, całując Harry'ego w policzek.



- Lou i Harry idźcie do ogrodu, Mark tam na was czeka! - usłyszeli krzyk Jay, a chwilę później koło nich pojawiła się Alicja.



- Och witaj Lou! - przywitała się z Louis'em, dając mu buziaka w policzek.



- Alicjo wyglądasz obłędnie! Czyżby jakiś mężczyzna? - zachichotał, a w odpowiedzi dostał jedynie czuły śmiech.



- Harry miło mi Cię poznać - przywitała się z Harrym, co chłopak odwzajemnił. - Zaniosę wam walizki na górę, do twojego dawnego pokoju - powiedziała, biorąc walizki i wchodząc na schody.



Chłopcy odprowadzili ją wzrokiem, po czym Louis chwycił rękę Harry'ego, ciągnąc go w stronę ogrodu. Przeszli przez duże drzwi tarasowe, wychodząc na taras. Po prawej stronie znajdowała się kanapa oraz dwa fotele wraz z małym stoliczkiem. Natomiast po lewej małe schody, prowadzące do dużego basenu, przy którym siedziały dwie starsze dziewczyny. 



- Lottie, Fizzy?! - krzyknął Lou, zbliżając się do dziewcząt. Gdy te się odwróciły, na ich twarzach zagościł  szeroki uśmiech. Młodsza szybko wstała podbiegając do Louisa. Przytuliła się do niego, a następnie bez słowa do Harry'ego, mówiąc, że wie kim jest, po czym szybko pobiegła do domu, gdy Jay ją zawołała. 



Harry wzdrygnął się gdy zobaczył jak piękna blondynka podchodzi powoli do niego i Louisa. Rozpoznał ją, ponieważ to ona była wtedy z Lou. Dziewczyna uśmiechnęła się zatrzymując przed chłopcami.



- Harry mam nadzieję, że mam jeszcze jakieś szanse, żebyś mnie nie znienawidził do końca. Lubisz mnie chociaż troszkę? Tak troszkę, hmm? - zachichotała, co chłopcy odwzajemnili.



- Nie mam za co się na ciebie obrażać - odpowiedział jej Harry, uśmiechając się.



- Harry, pójdziesz się z nami pobawić? - na  taras wbiegły bliźniaczki, podbiegając do Harry'ego i łapiąc go za obie ręce.



- Dziewczynki idźcie pomóc mamie, bo zaraz będziemy robić grilla, a Harry jutro się z wami pobawi bo dziś jest już zmęczony podróżą, ok? - nagle w ogrodzie zjawił się Mark, który przystanął za chłopcami i objął ich ramionami. Phoebe i Daisy jedynie skinęły głową, idąc pomóc swojej mamie w kuchni.

- Witam panowie. No nareszcie jakieś męskie towarzystwo - przywitał się z Harrym i Louis'em uściskiem. Lottie stwierdziła, iż nie będzie im przeszkadzać i weszła do domu, zostawiając mężczyzn samych. Cała trójka podeszła do krzeseł wiklinowych siadając na nich. Mark podał chłopakom po butelce piwa, po czym usiadł na jednym z krzeseł. - Dobra chłopaki, mamy chwilę wolnego więc może mi opowiecie jak się poznaliście, co? Jak Louis zadzwonił po raz pierwszy i powiedział, że ma chłopaka, który jest strasznie słodki i takie tam to musiałem uspokajać moje panny bo tak się ekscytowały, jakby dostały zaproszenie na ślub Kate i William'a. No Harry, śmiało powiedź mi coś o sobie. W końcu teraz będziemy rodziną, prawda? Lou jest za bardzo w tobie zakochany by z tobą zerwać.



- Aż tak na to zareagowały? - spytał zmieszany Louis, biorąc łyk piwa.



- Nawet nie masz pojęcia. Twój były... znaczy się nie wiem czy powinienem, ale to raczej nie był dobry chłopak. Zwłaszcza dla ciebie Louis. No dobra, a teraz coś o Harrym. Uczysz się jeszcze, czy może chcesz iść na studia? - zwrócił się do Harry'ego, który lekko się zestresował tym, iż ojciec Louisa go nie polubi. Jednak były to tylko jego dziwne przypuszczenia.



- Więc, już skończyłem się uczyć, w tym roku pisałem maturę. A jeśli chodzi o studia to.... jeszcze się nad tym nie zastanawiałem - powiedział uśmiechając się delikatnie.



- A dlaczego? Wiesz najwyższa pora jeśli chcesz gdzieś iść - powiedział Mark, spoglądając na Harry'ego, który poczuł się całkiem przyciśnięty do ściany. Chłopak nie lubił za bardzo o sobie opowiadać.



- Harry jeszcze się zastanawia nad kierunkiem - powiedział za niego Louis, uśmiechając się delikatnie.



- No to teraz wiem czemu jesteście razem - powiedział Mark, na co Lou i Harry zmarszczyli brwi, oczekując kontynuacji. - Jesteście do siebie bardzo podobni. Louis do ostatnich dni zastanawiał się czy pójść na takie studia czy też na takie. Jay nerwy puszczały, a ja to już nie chcę mówić. Ale on chyba lubi nas drażnić. Ale potem i tak jest dobrze.



Po chwili do ogrodu weszła reszta rodziny, siadając na pozostałych krzesłach. Do końca dnia, siedzieli w ogrodzie słuchając jak Louis i Harry opowiadają o tym jak się poznali i o tym co się stało, co zdecydowanie zbliżyło do siebie członków rodziny, którzy już pokochali Harry'ego.

piątek, 25 października 2013

Rozdział 18 - Zostaliśmy stworzeni tylko dla siebie.

Hej! Okej... ja doskonale wiem, że ten rozdział miał pojawić się tydzień temu, ale po prostu nie dałam rady go skończyć. Jestem wręcz zawalona nauką ;( Pewnie wiecie jak to jest. Cóż... co do rozdziału to nie jest jakoś mega super, no ale... Ta historia mi obrzydła. Wiem, wiem.. ale jakoś.... to już nie to, co było na początku. No ale, nie poddaje się i piszę do końca ;) Może macie jakieś pytania do postaci, hmm? xd Lub do mnie... jak kto woli ;p Następny rozdział w listopadzie ;) Aaa... i proszę o komentarze. :) 
Enjoy! 




Twoje oczy tajemniczo patrzą w dal. 



Dwa tygodnie później...


Harry powoli otwierał powieki, przebudzając się ze snu. Przekręcił się na drugi bok od razu czując ciepło bijące od ciała Louis'ego leżącego obok niego. Hazz uśmiechnął się leniwie, przybliżając się do swojego chłopaka, który natychmiast objął go ramieniem i delikatnie pocałował w czoło. 



- Dzień dobry, skarbie - przywitał się, spoglądając na jeszcze zaspanego Harry'ego. - Jak się spało? - loczek ziewnął, składając mokrego buziaka na szyi Louisa, czując pod ustami rytm bijącego serca. 



-Wspaniale - odparł Harry, przymykając powieki, gdy Louie przejechał opuszkami palców po jego torsie. Zamruczał niczym mały kotek, gdy dłoń jego chłopaka spoczęła na jego nagim biodrze, gładząc jego skórę. 



Chłopak uwielbiał być dotykany przez Louisa w każdy możliwy sposób. Od tego niewinnego po ten najbardziej intymny. To było jak uzależnienie. Kolejne....




Nagle zapadła cisza. Ale zaliczająca się do tych przyjemnych. Chłopcy napawali się swoją obecnością. Po chwili Harry wyszukał dłoń Louis'ego, splatając ich palce razem. 




- Hazz... - ciszę przerwał Louis, sprawiając, że wzrok Harry'ego, natychmiast spoczął na Lou. - Wiesz.... są wakacje, a ja dostałem tydzień wolnego w pracy i.... no i właśnie się tak zastanawiałem, czy może.... chciałbyś gdzieś pojechać? - przegryzł wargę, oczekując odpowiedzi ze strony loczka. 



- Ale... że tak tylko my we dwoje? - upewnił się, a gdy dostał kiwnięcie głową, na jego twarz natychmiast wpłynął szeroki uśmiech, który już po chwili odwzajemnił Louis. 



- Czyli, że się zgadzasz? - spytał wpatrując się w oczy chłopaka. 



- No pewnie, że tak! - pisnął podekscytowany, wpijając się w malinowe wargi Louisa. Poruszały się z harmonią, wręcz perfekcyjnie na ustach Lou. Było jakby stworzone tylko dla Louis'ego. Harry był stworzony dla Louis'ego. Po chwili się od siebie oderwali, wpatrując się w swoje oczy. - Ale tak w ogóle to gdzie? 



- No wiesz.... Chciałbym, żebyśmy na 3 dni pojechali do moich rodziców. Co ty na to? A potem możemy jechać gdzie tylko zechcesz. - powiedział, przejeżdżając kciukiem po policzku Harry'ego. 



- Do twoich rodziców? - upewnił się chłopak, a na jego twarzy gościło przerażenie. 



- Ok... to był głupi pomysł. Pojedziemy tam...



- Ale, nie! Możemy tam jechać, naprawdę z chęcią ich poznam... tylko, dlaczego teraz? 



- No bo... po prostu chciałbym aby poznali osobę, na której zależy mi najbardziej na świecie - szepnął, na co Harry uśmiechnął się. - Zgadzasz się? 



- Tak, z chęcią ich poznam. - wyszczerzył się, co Louis odwzajemnił. 



- Ale to będą tylko 3 dni, a potem możemy jechać gdzie tylko chcesz.   


- Nawet na Antarktykę? - uniósł prawą brew, co sprawiło, że Lou wybuchnął śmiechem, a zaraz po nim jego chłopak. - Wiesz, tam jest naprawdę bardzo zimno. Temperatura sięga tam niemal do minus 50 stopni Celsjusza. Widzisz uważałem na geografii! - wypiął dumnie pierś, chichocząc. - Ale wiesz mi, że to nie było proste. To była po prostu męczarnia,  wiedząc, że ty masz wolne w pracy, jesteś sam w domu i czekasz na mnie...



- Cholernie napalony - dokończył za Harry'ego, uśmiechając się. Przez chwilę wpatrywali się w swoje oczy, uśmiechając się delikatnie. - Ale przyznaj, że potem było wspaniale. 



-No nie wiem Lou, nie wiem - wyszczerzył się Hazz, po czym przybliżył się do ust Louisa, muskając je swoimi. Z chwili na chwilę delikatne muśnięcia, zmieniły się w zachłanne pocałunki. - No dobra, a teraz tak na serio.... naprawdę mogę wybrać? - spytał Hazz, gdy się od siebie oderwali.



- Tak, Hazz... - wyszeptał Louis, do ucha Harry'ego, przegryzając jego płatek. Po chwili zaczął składać czułe i ciepłe pocałunki po jego szyi, następnie po twarzy, aż dotarł do ust, które delikatnie musnął, wręcz z czcią. 



- Uwielbiam jak tak robisz - wyznał Harry, uśmiechając się delikatnie. - Wiesz.... zawsze chciałem jechać do Paryża. Moi rodzicie byli tam na podróży poślubnej i mówili, że to przepiękne miejsce. Zwłaszcza dla zakochanych. A ja jestem bardzo, ale to bardzo zakochany w pewnym chłopaku, więc wydaje mi się, że właśnie tam chcę spędzić z nim wakacje - wyjaśnił, przypatrując się Louis'owi. - Pojedziemy tam? - zapytał z nutką nadziei. 



- Dla ciebie wszystko. 

~~~*~~~  

Harry przeszedł przez duże drzwi, wchodząc do środka budynku. Od razu skierował się w stronę windy. Poczekał chwilę, po czym wsiadł do niej, wraz z kilkoma innymi osobami. Nacisnął odpowiedni guzik cierpliwie czekając. Gdy winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze, wyszedł z niej, skręcając w prawo.



- Cześć Harry - przywitała się z nim Danielle - sekretarka
Louisa.Chłopak uśmiechnął się do niej, podchodząc do biurka.



- Hej Dani, Louie u siebie? - upewnił się, a gdy tylko otrzymał kiwnięcie głową, uśmiechnął się jeszcze szerzej, podchodząc do dużych drzwi. Zapukał, a gdy tylko otrzymał głośne 'proszę', z uśmiechem na twarzy wszedł do środka.



Gdy przekroczył próg, jego oczom ukazał się Louis, siedzący za swoim biurkiem, podpisując jakieś papierki. Wyglądał na dość zmęczonego, lecz gdy tylko zobaczył loczka, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.


- Hej - przywitał się, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do biurka Louisa, obchodząc go, po czym zatrzymał się przed Louis'em i usiadł na jego kolanach, od razu wtulając się w jego tors. - Tęskniłem - wyszeptał, masując plecy ukochanego.




- Ja też skarbie- powiedział zmęczonym głosem. Nagle Hazz oderwał się od Louis'ego, uważnie mu się przyglądając. - Coś się stało? - spytał zaniepokojony, co Harry jedynie skwitował uśmiechem.



- Jeśli powiem Ci, że w okularach wyglądasz tak seksownie, że od samego patrzenia robię się twardy, to będziesz je nosić częściej? - zachichotał, spoglądając na ukochanego. - Wyglądasz jak taki, bardzo niegrzeczny nauczyciel, który ma ochotę przelecieć swojego ucznia. 



- Jeśli ty będziesz tym uczniem, to z chęcią skorzystam - szepnął, uśmiechając się. Harry powoli zdjął okulary Louisa, odkładając je na biurko. Chłopak kochał gdy Louie w nich chodził, chociaż ten twierdził, że wygląda w nich dziwnie i staro, co Harry kwitował jedynie śmiechem.



- Kocham Cię - wyszeptał cichutko Hazz, tuż przy ustach Louisa, po czym delikatnie je musnął. Przymknął powieki, gdy Lou chwycił go za kark, przyciągając bliżej siebie. Całowali się dość długo.Lecz oni też są ludźmi i muszą oddychać. Oderwali się więc od siebie.



- A co w ogóle ty tu robisz? I jak się tu dostałeś? - zagadnął zaciekawiony Lou, bawiąc się loczkami swojego ukochanego.



- No więc.... Byłem razem z Perrie na zakupach i kupiliśmy kilka ciuszków. Potem poszliśmy na kawę, no i Pezz musiała wracać bo umówiła się z Zayn'em. W zasadzie to ja jestem sprawdzą tego, iż oni są razem - zauważył z dumą na co Lou zachichotał. - No i mi się nie chciało wracać do pustego domu. Czekać na ciebie dobrych trzech godzin i w ogóle. Po prostu chciałem Cię zobaczyć. I.... nie chcę nic mówić, ale twoja praca czasem mnie dołuje - szepnął patrząc w oczy Louisa. - Wstajesz rano o 6, gdy ja jeszcze śpię. Wychodzisz, a ja zostaję sam. Wracasz o 17, albo o 18 i spędzamy ze sobą jedynie jakieś trzy godziny nie licząc nocy - puścił mu oczko, uśmiechając się. - Wiesz.... tak myślałem, że może ja bym też poszukał jakiejś pracy, co ty na to?


- Słoneczko, rozmawialiśmy już o tym. Nie chcę żebyś pracował. Masz dopiero 18 lat, skończyłeś liceum i powinieneś pójść na studia, a dopiero potem zacząć myśleć o jakiejkolwiek pracy. - wyjaśnił starszy chłopak, splatając swoje palce z palcami Harry'ego. - Może tak być? A poza tym.... jakiś kierunek?


- Nie wiem, Lou. Może... poczekajmy jeszcze trochę okej? Ja wiem, że jak coś to już trzeba nad czymś myśleć i składać papiery, ale jakoś teraz nie mam do tego głowy i wolę spędzić czas z tobą. Jeszcze się zastanowię nad kierunkiem, dobrze? 



- Dobra, ale jak już coś wymyślisz to mi powiedź, ok? - uśmiechnął się do Harry'ego, patrząc się na jego twarz.



- Ok - wyszeptał cichutko Harry, uśmiechając się. Louis jedynie zaśmiał się i pocałował Harry'ego w jego malinowe i pełne usta. - Nie obraziłeś się na mnie?



- Nie mógłbym. A poza tym.... jeszcze jest trochę czasu, nie? A teraz złaź mi z kolan bo moja praca dobiega końca. - powiedział Louie, wstając z krzesła, gdy Hazz wstał z jego kolan. Włożył wszystkie potrzebne papiery do torby, zasuwając ją.



Harry siedział na biurko, przypatrując się poczynaniom Louisa. Obserwował dokładnie wszystko co robił.



- Jesteś piękny - wyszeptał cichutko, w stronę starszego. - Wprost idealny - dodał, gdy Louis podszedł do niego i objął w pasie, całując w usta.



- Doskonale wiesz co myślę na ten temat i moim mniemaniem to ty jesteś najpiękniejszą istotą na tej ziemi - powiedział, chwytając Harry'ego za rękę i wychodząc ze swojego gabinetu.



- Kurde, skąd ja to znam - zachichotali oboje, wychodząc z dużego wieżowca, kierując się w stronę samochodu Louisa.

sobota, 12 października 2013

One Shot - Hot renovation

Tytuł: Hot renovation




Główne postacie: Louis Tomlinson i Harry Styles. 


Czas i miejsce akcji: Lato, 2013, Wielka Brytania, Londyn. 


Opis: Kupując nowy dom, warto przygotować się na malowanie, meblowanie i tego typu rzeczy. Jak zakończy się malowanie, pokoju przez Harry'ego i Louis'ego? 


Ostrzeżenie: Pojawia się scena +18. Jeśli nie jesteś zwolennikiem czytania o miłości męsko-męskiej opuść tę stronę. 


Od autorki: Hej misie! I o to moja niespodzianka. Shot nie jest zbyt długi, bo chyba takie mi nie wychodzą, ale ważne, że wgl jest, nie? xd Mam nadzieję, że nikt nie napisał czegoś podobnego, ale jeśli już napisał to z góry przepraszam ;p Kolejny rozdział YYJAW pojawi się za tydzień ;) Bardzo was proszę o opinie i komentarze. Byłoby mi miło :) I wielkie dzięki mojej becie, za sprawdzenie tego shota ;* :)No nic, miłego czytania. Enjoy!


Beta: Agrafkaa. 


~~~*~~~


Zmarszczyłem brwi rozglądając się po pokoju. W okół mnie było całkowicie biało. 


Na podłodze rozłożone były różnego rodzaju gazety, a obok mnie stała drabina. Od samego patrzenia na to odechciewało mi się robić absolutnie wszystkiego.


- Rusz ten swój seksowny tyłek i mi pomóż! -  usłyszałem ochrypły głos za moimi plecami. Natychmiast się odwróciłem, a na moją twarz jeszcze szybciej wparował szeroki uśmiech. A powodem jego był nie kto inny jak Harry. Szybko jednak przestałem się uśmiechać, gdy zobaczyłem, że w prawej dłoni trzyma puszkę z farbą. 


- Po co ja się na to zgadzałem?- szepnąłem, bardziej do siebie niż do Harry'ego. 


- Oj, Lou, no weź! Będzie niezła zabawa! - powiedział z entuzjazmem, natomiast ja spojrzałem z powątpiewaniem na niego,oraz na puszkę, którą postawił na ziemi. Po chwili podszedł do mnie uśmiechając się. 


- Mógłbym pokazać Ci inny rodzaj zabaw - wyszeptałem, bawiąc się guzikiem jego koszuli w kratkę. Podniosłem wzrok, przegryzając delikatnie wargę i uśmiechając się figlarnie.


- Myślisz tylko i wyłącznie o seksie! Jesteś seksoholikiem! - podsumował, uroczo chichocząc, co i mnie skłoniło do uśmiechu. Dźgnął mnie w policzek, po czym odszedł ode mnie, wychodząc z pokoju.


W tym czasie ja jeszcze raz rozglądnąłem się, klnąc w myślach. Powinniśmy kupić już gotowy dom, a nie malować pokoje i takie tam. To zdecydowanie za dużo. Za  niecałe dwa tygodnie wyjeżdżamy w trasę, a mamy pomalowaną tylko i wyłącznie kuchnię oraz naszą sypialnię. Do prawdy nie wiem jak się z tym wyrobimy. 


Po kilku minutach do pomieszczenia, które miało być pokojem gościnnym, wszedł Harry z pędzlami i wałkami. Spojrzałem na niego, marszcząc brwi. Skrzyżowałem dłonie na piersi, przyglądając się poczynaniom chłopaka.


- Wcale nie jestem seksoholikiem - wypaliłem nagle, na co Harry podniósł swoją głowę, śmiejąc się głośno.


- Oh, Lou... jesteś, jesteś - zachichotał, otwierając farbę. Pokręciłem głową, podchodząc do niego.


- No cóż... nie sądzę, żeby Ci to przeszkadzało. A poza tym to sam jesteś niewyżytym nastolatkiem, który pieprzyłby wszystko co się rusza, lecz tego akurat to bym raczej nie chciał - usiadłem na drabinie, przeczesując włosy palcami. Harry spojrzał na mnie unosząc brwi do góry. Przytaknąłem, uśmiechając się gdy chłopak wstał i podszedł do mnie, stając blisko. 


- Po pierwsze jeśli już, to pieprzyłbym tylko i wyłącznie twój cholernie seksowny tyłek. Po drugie wcale nie jestem niewyżyty. A po trzecie mniej gadaj, a więcej rób, bo jeśli nadal będziemy spierać się nad tym, który z nas jest większym seksoholikiem to nie skończymy malowania do końca roku - pocałował mnie krótko w usta, odsuwając się. - No już, wstawaj! - pogonił mnie, na co ja jedynie przewróciłem oczami.


Po chwili postanowiłem nie przeciągać tego. Wstałem z drabiny, podchodząc do Harry'ego, który trzymał dwa wałki. Chwyciłem jeden, po czym zamoczyłem w farbie, a następnie przejechałem przed krateczkę i zacząłem malować.


Co prawda nie wychodziło mi to tak dobrze jak Harry'emu, ale co miałem zrobić.


Po chwili postanowiłem wejść na drabinę, żeby dosięgnąć wyżej. Przejechałem pędzlem po ścianie, na której pojawiła się  kremowa farba. Rozejrzałem się wokoło, wzdychając głośno. To będzie naprawdę długie malowanie.


~~~*~~~

Po dwóch godzinach mieliśmy pomalowane trzy ściany.


Od kilku minut siedzę na podłodze przyglądając się jak Harry maluje czwartą z ścian. Wygląda tak cholernie seksownie, że nie można tego opisać słowami.


Przegryzłem wargę, wstając z podłogi. Powoli podszedłem do niego, stając za nim i obejmując wokół pasa. Harry jedynie zamruczał, przerywając malowanie. Obrócił się do mnie przodem, uśmiechając się. Stanąłem na palcach, by pocałować go w usta. On szybko odwzajemnił pocałunek, przyciągając mnie bliżej.


Nagle poczułem jak pędzel przesuwa się po moim nadgarstku. Odsunąłem się od Harry'ego spoglądając w tamto miejsce. Przymknąłem powieki, gdy zobaczyłem pomalowaną część ciała. Loczek jedynie się zaśmiał, a ja w odpowiedzi, oderwałem się od niego, schylając w kierunki pędzla zamoczonego w farbie.


Bez zastanowienie maznąłem Harry'ego w rękę. Uśmiechnąłem się, gdy zobaczyłem jego wyraz twarzy. Machnąłem pędzlem jeszcze raz, lecz tym razem farba wylądowała na jego koszuli. Zaśmiałem się, gdy Harry zrobił mi to samo co ja jemu, tylko farba wylądowała na moich spodniach.


Zaczęliśmy chlapać farbą gdzie popadnie, w efekcie czego byliśmy cali ubrudzeni, a ściany w pokoju były teraz całe pochlapane różnymi kolorami farb. Odsunąłem się od Harry'ego, biegnąc tyłem. Śmiałem się przez cały czas, a zwłaszcza wtedy gdy Hazz zaczął mnie ścigać.

Starałem się, nie dać się złapać, lecz po kilku minutach Harry dopadł mnie, przyciskając do ściany. Zachichotałem i przejechałem pędzlem po jego brzuchu zostawiając tam czerwony ślad. Po chwili podniosłem głowę, patrząc się na jego uśmiechniętą twarz.


Jego loki były dosłownie wszędzie. Tworzyły coś w stylu aureoli, dzięki czemu ten chłopak wyglądał tak cholernie uroczo, że od samego patrzenia topiło mi się serce. Zielone oczy, które teraz świeciły blaskiem, które tak doskonale znam, wpatrywały się w moje. W jego policzkach pojawiły się te cudne dołeczki, które tak kocham. 

Jego koszula była już całkowicie rozpięta, przez co mogłem zobaczyć umięśniony tors. Przegryzłem wargę, rzucając pędzel, gdzieś w kąt, po czym chwyciłem go w pasie, przyciągając bliżej siebie.  


Przejechałem palcem po linii jego spodni, uśmiechając się sam do siebie. Podjechałem ręką wyżej, przez jego tors, szyję, aż zatrzymałem się na jego ustach, kreśląc palcem ich wzór. 


Stanąłem na palcach by delikatnie pocałować Harry'ego. Musnąłem jego usta, układając dłoń na jego tyłku, który mocno ścisnąłem. Sapnął w moje usta, po czym pogłębił pocałunek. Oderwaliśmy się od ściany, całując się. 


Po kilku minutach oderwaliśmy od siebie nasze usta, dysząc ciężko. Spojrzałem na niego z figlarnym uśmieszkiem i znów przegryzając jego wargę, po czym szybko ją zassałem. W tej samej chwili moje palce znalazły się na ramionach Harry'ego i delikatnie zsuwały jego koszulę. Gdy ta wylądowała na podłodze, Harry oderwał się ode mnie z głośnym mlaśnięciem. 


Już po chwili obydwoje leżeliśmy na podłodze, całując się zachłannie. Harry usiadł na mnie okrakiem przy okazji ocierając się o moje krocze, przez co jęknąłem głośno. Chwyciłem go za szyję przyciągając do kolejnego pocałunku. Ręce Harry'ego wślizgnęły się pod moją koszulę, masując mój tors. Odsunął się ode mnie ściągając ze mnie koszulkę, oraz dobierając się do paska moich spodni, w momencie gdy ja przyssałem się do jego szyi. Zassałem mocno skórę, na co on ścisnął moje udo i jęknął głośno. 


Chwile później oderwałem się od jego szyi, przez moment przypatrując się dorodnej malince. Spojrzałem na Harry'ego, który właśnie rozsuwał mój rozporek. Zamruczałem w aprobacie, po czym położyłem się na podłodze całkowicie oddając się Loczkowi. W mgnieniu oka pozbył się moich spodni oraz bokserek.


 Równie szybko zdjął własne rurki, po czym znów się nade mną nachylił muskając moje napuchnięte usta.


- Odwróć się, kotku - wyszeptał, co ja natychmiast uczyniłem. Zaczął całować mnie po karku, a ja ciężko dyszałem.


- Hazz, zrób to teraz - poprosiłem przekręcając głowę i patrząc się w jego ciemne, od pożądania oczy. - Po prostu mnie pieprz  - szepnąłem, na co on jedynie uśmiechnął się delikatnie.


Po chwili poczułem jak Harry wchodzi we mnie cały. Jęknąłem głośno bardziej z podniecenia niż z bólu. Zacisnąłem dłonie w pięści, gdy Hazz wyszedł ze mnie niemal całą długością, po czym mocno pchnął.


Po kilku minutach zaczął wykonywać płynne, mocne i bardzo szybkie ruchy. Z trudem łapałem powietrze, chociaż miałem go pod dostatkiem. Zacząłem krzyczeć coraz głośniej, oraz prosząc Harry'ego by pieprzył mnie jeszcze mocniej.


Harry niemal natychmiast obrócił mnie na plecy przyciągając za nogi i układając je po swoich bokach. Wszedł we mnie stanowczym ruchem, wyrywając nam obu z gardeł jęki. Po chwili Harry przyśpieszył o ile było to możliwe, łapiąc mnie za włosy i ciągnąc. Natomiast ja zacząłem wyć z rozkoszy, którą dawał mi Hazz.


Otworzyłem oczy, które przedtem nieświadomie zamknąłem. Spojrzałem na Harry'ego i niemal natychmiast jęknąłem widząc go z rozchylonymi ustami, przymkniętymi powiekami i roztrzepanymi włosami. Przegryzłem wargę, wplątując palce w jego loki. Nadal się we mnie poruszając, chwycił mojego penisa, po czym zaczął obciągać mi w rytm swoich pchnięć, które były tak mocne, iż byłem pewny, że jutro nie będę mógł wstać z łóżka.


Wystarczyło jeszcze kilka pchnięć, a doszedłem w ręce Harry'ego. Chwilę później poczułem jak coś ciepłego wypełnia moje wnętrze. Harry poruszał się jeszcze chwilę we mnie, po czym ostatecznie wyszedł, sprawiając, że trochę spermy wyleciało ze mnie.



Hazz opadł na mnie chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi, bardzo szybko oddychając.


Leżeliśmy tak kilka minut, niesamowicie spoceni i szczęśliwi. Gdy w miarę do siebie doszliśmy, Harry delikatnie podniósł głowę spoglądając na mnie. Odgarnął włosy, które przykleiły mi się do czoła, a następnie pocałował w czoło. Uśmiechnąłem się delikatnie, muskając jego usta swoimi. 


- Wiesz, chyba będziemy musieli częściej malować pokoje - zaśmiałem się, co Harry od razu odwzajemnił. - Kocham Cię, Hazz - szepnąłem obejmując ręką jego talię.


- Ja ciebie też, Boo Bear - wyszeptał, składając delikatny pocałunek na moich ustach.