sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 12 - Te dwa słowa mogą zmienić nasze życie na zawsze.

Cześć wszystkim! Wybaczcie, że nie piszę takich dłuugich rozdziałów, ale jakoś tak wychodzi, że zawsze są krótkie. Ten też nie należy do najdłuższych ,ale mam nadzieję, że się wam spodoba, booo... Jest Larry! Cieszycie się? Nie wiem kiedy dodam rozdział 13, ale postaram się jak najszybciej ;) Jeśli macie jakieś pytania do mnie, czy też to postaci to zapraszam tu 



Twoje oczy odbiciem radości i smutków.



- Lou, no weź! Łanie wyglądasz! Przecież to tylko randka i Harry'emu na pewno się spodoba. - jęknęła blondynka, spoglądając na swojego brata, który stał przed lustrem w swojej sypialni. 




- Łatwo Ci powiedzieć, bo to nie ty idziesz na tą "tylko randkę" z cholernie gorącym chłopakiem, na którego masz cholerną ochotę - sięgnął bo niebieską koszule, przykładając ją do swojego torsu. Spojrzał w lustro, po czym jedynie głośno westchnął, podchodząc do łóżka i siadając na jego skraju.  


- Louis, po raz setny mówię Ci, że wyglądasz ślicznie - szepnęła, siadając obok Louisa. 


- A co jeśli coś spieprzę? Jak powiem coś nie tak czy coś zrobię i wszystkie chuj strzeli? Kurwa, nie mogę go stracić. Za bardzo go kocham - westchnął, przyglądając się blondynce. 


Dziewczyna jedynie uśmiechnęła się delikatnie, rozkładając ramiona. Louis przytulił się do Lottie, ciesząc się, iż ma tak cudowną siostrę, która go tak dobrze rozumie. 


- Po pierwsze nie powinieneś tak często przeklinać, ale to chyba z nerwów - odsunęła się od brata, patrząc się w jego oczy. - Po drugie niczego nie spieprzysz, bo jesteś cudownym chłopakiem, którego każdy by pokochał. A po trzecie rusz ten swój tyłek i pędź do swojej Julii, bo się spóźnisz - zaśmiała się, co Louis odwzajemnił. 


Obydwoje wstali z łóżka, wychodząc z sypialni szatyna. Zeszli ze schodów, stając w korytarzu. Louis wziął jeszcze czerwoną różę, dla Harry'ego, po czym obydwoje wyszli z domu, najpierw go zamykając. 


- Szkoda, że musisz już jechać - Louis stanął obok swojej siostry, która się uśmiechała. 


- Mam nadzieję, że niedługo ty mnie odwiedzisz - podeszła do szatyna, obejmując go mocno i tuląc do siebie. - A jutro masz do mnie zadzwonić i opowiedzieć jak było na randce, zrozumiano? - odsunęła się od swojego brata, z brwią uniesioną do góry. 


- A ja myślałem, że chcesz wszystko wiedzieć jeszcze dziś. 


- Dziś to ty będziesz zajęty Harry'm, więc nie chcę wam w czymś przeszkodzić - zachichotała, po czym wsiadła do swojego auta. - Dobra, ja już muszę jechać. Pa - pożegnała się z Louis'em, dostając od niego jeszcze całusa w policzek. Dziewczyna wyjechała z podjazdu, a chwilę później Louis.



~~~*~~~


 Louis szedł właśnie do kamienicy, w której mieszkał Harry. Wszedł do środka, po czym skierował się pod odpowiednie drzwi. Gdy się pod nimi znalazł zapukał w nie trzy razy, lecz odpowiadała mu głucha cisza. Zapukał ponownie, myśląc, iż może tego nie usłyszeli. Niestety teraz również nikt mu nie odpowiedział. Gdy chciał zapukać ponownie, ktoś wszedł po schodach zwracając uwagę Louisa.


Szatyn myślał, że to Harry, lecz zobaczył starszą panią, która trzymała dwa worki z zakupami.


- Dzień dobry - przywitał się, uśmiechając się nieśmiało. - Może pomóc? - zaproponował podchodząc do kobiety.


- Ależ nie trzeba....


- Ale to żaden problem, proszę mi to dać - powiedział, biorąc zakupy od pani, po czym wszedł na schody, zatrzymując się przed drzwiami na przeciwko drzwiom, które prowadziły do Harry'ego.


- Bardzo Ci dziękuje -podziękowała mu, uśmiechając się. - A ty pewnie do Harry'ego albo Nialla, prawda? - zagadnęła szukając kluczy do swojego mieszkania. Louis na początku nie wiedział co odpowiedzieć, ale po chwili stwierdził, że prawda będzie najlepsza.


- Um... znaczy się ja do Harry'ego. Umówiłem się z nim - wyjaśnił, patrząc się na kobietę, która się uśmiechała. - Wie Pani gdzie on jest?


- Ohh... Harry.... jest w szpitalu - powiedział kobieta, otwierając drzwi do mieszkania.


- Ale jak to w szpitalu?! - zapytał zszokowany tą wiadomością. Nie miał pojęcia jakim cudem Harry znalazł się w szpitalu. Czy to coś poważnego? Może jest na coś chory? Mnóstwo pytań roiło się w głowie Louisa, lecz nie znał odpowiedzi na żadne z nich.


- Miał wypadek samochodowy. Niall, jego przyjaciel już tam jest. Przewieźli go do szpitala tuż obok banku, wiesz gdzie, prawda? Jeśli do niego jedziesz to pozdrów go ode mnie - powiedziała wchodząc do środka.


- Dziękuje i dowiedzenia - rzucił chłopak zbiegając po schodach. Wybiegł na zewnątrz, po czym szybko skierował się do swojego samochodu, po czym odpalił silnik i skierował się w stronę szpitala.


Po niecałych piętnastu minutach Lou dotarł do szpitala. Wbiegł do środka, po drodze kogoś szturchając. Przeprosił go, po czym ruszył w stronę recepcji. Zatrzymał się gdy do niej dotarł, spoglądając na pielęgniarkę.

- W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta wyczekująco patrząc się na Louisa. 


- Szukam Harry'ego Stylsa, został tu przewieziony po wypadku samochodowym. Może mi pani powiedzieć gdzie on jest? - zapytał z ogromną nadzieję, patrząc się na kobietę.


- Złociutki, jeśli nie jesteś nikim z rodziny nie mogę nic dla ciebie zrobić - wyjaśniła, pisząc coś w jakimś zeszycie. 


- Ja... ja jestem chłopakiem Harry'ego - skłamał tylko po to aby dowiedzieć się, gdzie jest chłopak. - Proszę mi powiedzieć, ja.. kocham go - wyszeptał patrząc jej porostu w oczy. Kobieta pokręciła tylko głową. 


- Harry jest u lekarza, zaraz powinien wyjść. Numer 23, drugie piętro - powiedziała, a Louis podziękował jej cichym dziękuje, po czym od razu ruszył w stronę wyznaczonego miejsca.  Wszedł do windy, po czym nacisnął przycisk i cierpliwie czekał. 


Po chwili winda się zatrzymała, a Louis wyszedł z niej, a raczej wybiegł jak oparzony. Zatrzymał się gdy tylko zobaczył burzę czekoladowych loków oraz zielone oczy.  Jego serce przyśpieszyło, a ręce zaczęły się pocić. 


- Louie? - wyszeptał niedowierzająco Harry, idąc w stronę szatyna. - Co ty tu robisz? - zapytał, nie wiedząc skąd Lou się tu wziął. 


- Przyjechałem po ciebie i nikt mi nie otwierał. Twoja sąsiadka powiedziała mi, że jesteś w szpitalu i miałeś wypadek, no to ja od razu tu przyjechałem. Nic Ci nie jest? - spytał, patrząc się uważnie na Harry'ego. 


- Nie, poza kilkoma siniakami i lekkim bólem głowy czuje się znakomicie. Czego nie można powiedzieć o moim aucie. Jakiś debil wjechał we mnie, co za ludzie! - powiedział z wyrzutem, sprawiając, że Louis uroczo zachichotał.  Przekręcił delikatnie głowę napotykając zielone oczy Harry'ego. Przez chwilę wpatrywał się w nie, co chwile się w nich zatracając. 


- Słuchaj, bo... ja wiem, że chciałbyś teraz pojechać do domu i odpocząć, ale...ja tak długo na to czekałem i tak bardzo chciałbym Ci coś powiedzieć. Hazz... zbyt długo. Daj mi pięć minut, proszę - wyszeptał wpatrując się w oczy Harry'ego.


- Nie będę wam przeszkadzał. Pójdę do Pezz, bo pewnie się martwi - wyszeptał Niall, zostawiając Harry'ego i Louisa samych na korytarzu. 


- Um... ok, więc gdzie pójdziemy? - spytał po chwili z delikatnym uśmiechem na twarzy.


- Możemy pójść do parku niedaleko - odpowiedział, po czym obydwoje skierowali się w stronę wyjścia.




 ~~~*~~~



Gdy znaleźli się na dworze, od razu skierowali się w stronę wcześniej wspomnianego parku. Po drodze panowała pomiędzy nimi cisza. Każdy z nich myślał o czymś zupełnie innym, lecz po części ta rzecz była ze sobą powiązana. 


 Louis myślał nad tym co ma powiedzieć Harry'emu, aby ten go dobrze zrozumiał i żeby... żeby się na niego nie obraził? Żeby go zaakceptował. 


Natomiast Harry rozmyślał nad słowami Louisa. Tak długo na to czekałem i chciałbym Ci coś powiedzieć,Hazz. Zbyt długo. Co to miało znaczyć? Na co Louis tak długo czekał, że nie mógłby zaczekać ani chwili dłużej? 


Po niecałych dziesięciu minutach dotarli na miejsce. Usiedli na jednej z wolnych ławek, rozglądając się dookoła. 


- Więc... co chciałeś mi powiedzieć? - Harry jako pierwszy zawarł głos, sprawiając, że Louisa przeszły dreszcze.


- Bałem się - wyszeptał Louis, kładąc rękę na kolano Harry'ego. Ten podążył za nią wzrokiem, lecz po chwili spojrzał w oczy Louisa. - Bałem się, że coś mogło Ci się stać. Wiem jak bardzo to głupio brzmi, bo znamy się od niedawna, ale... kiedy twoja sąsiadka powiedziała mi, że jesteś w szpitalu coś jakby ukuło mnie w serce. Bałem się, że mógłbym Cię stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważny, Harry. Bo widzisz, gdy ludzie mogą stracić coś bardzo dla nich ważnego, dopiero wtedy dociera do nich to, jak bardzo kogoś kochamy - wyszeptał patrząc się prosto w oczy loczka, który przez chwilę nie wiedział co się w okół niego dzieje. - Zakochałem się - szepnął przybliżając się do osiemnastolatka.


- Lou, o czym ty...


- Dobrze wiesz. Może zwariowałem, może zbyt dużo o tobie myślę, ale gdy to robię... pragnę poczuć twój dotyk. Szeptać Ci do ucha słowa, które są stare jak świat, słowa, które usłyszałbyś gdybyś był mój. Pragnę żebyś był obok mnie. Może ja, potrzebuję trochę miłości, a ty potrzebujesz kogoś  kto by Cię przytulił - wyszeptał, zbliżając swoją twarz do twarzy Harry'ego, którego przechodziły dreszcze. Czuł na sobie oddech Louisa. A to było takie cudowne. - Kocham Cię Harreh - wyszeptał, a ich usta dzielił zaledwie milimetry. - Kocham Cię najmocniej na świecie i zrozumiem jeśli ty nie odwzajemniasz moich uczuć, ale ja dłużej nie mogę - szepnął pocierając policzek loczka.


Nagle w głowie Harry'ego zawirowało, gdy poczuł miękkie usta Louisa na swoich. Na początku był w szoku i nie oddawał pocałunku, lecz po chwili poruszył ustami z takim samym entuzjazmem jakim robił to Louis. Ich usta poruszały się z harmonią, tak jakby były stworzone tylko i wyłącznie dla siebie. 


Po chwili się od siebie oderwali, spoglądając w swoje oczy. 


- Harry powiedź coś - wyszeptał Lou, przykładając czoło do czoła Harry'ego i delikatnie muskając jego wargi swoimi. Na chwilę pomiędzy nimi zapanowała cisza. - Hazz....


- Ja też Cię kocham Louie. Pokochałem w tobie absolutnie wszystko... wszystko Lou - szepnął, po czym znów wpił się w wargi szatyna kosztując ich. Były tak bardzo słodkie jak to sobie wyobrażał. Chłopak już pokochał sposób w jaki Louis drżał pod jego dotykiem. To było coś wspaniałego. - Tak bardzo Cię kocham - powiedział, gdy się od siebie oderwali. Nagle po policzku Harry'ego spłynęła łza. Louis lekko zaniepokojony starł ją, patrząc się w oczy loczka. - To ze szczęścia - wyjaśnił, wtulając się w ciało Louis'ego. Jego Louis'ego. Bo Louis był już Harry'ego, prawda?


Niewiarygodne jak trzy słowa mogą wiele zmienić w życiu człowieka. Jak mogą wiele mu dać.


Dać szczęście.


Poczucie bezpieczeństwa.


Dać miłość.


A to jest najważniejsze. Miłość. Tylko to. 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 11 - Tak niewiele potrzeba do zakochania.

Hej! Rozdział 11 gotowy! Cieszycie się? ;D Niestety jest on dość krótki, oraz... Cóż, Lou i Harold się jeszcze nie spotkają. I za to chciałabym was przeprosić z całego serduszka. Ale za to w tym rozdziale pojawi się inna para, którą mam nadzieję polubicie ;) Następny rozdział pojawi się jeszcze w tym tygodniu, obiecuję ;* Więc, czekajcie! 
Enjoy!!


Twoje oczy odbiciem marzeń.


2 dni później...


Nietrzeba nikomu tłumaczyć kto to jest swatka. Kobieta, dziewczyna, ale czy chłopak?

Harry postanowił się w nią pobawić.

Osiemnastolatek  zdążył w ostatniej sekundzie wbiec do sali, zanim zamknęły się drzwi do pomieszczenia. Chłopak wbiegł do niej i zajął miejsce w środkowym rzędzie obok Perrie, która jak zawsze zachwycała wyglądem.

Miała rozpuszczone włosy i czarny kapelusz. Dżinsowe spodenki, kremową koszule na krótki rękaw, czarną kamizelkę, naszyjnik i kilka bransoletek. Dziewczyna wyglądała przepięknie, czego z pewnością mogły jej zazdrościć inne dziewczyny z klasy. Nie żeby było brzydkie, ale Perrie zdecydowanie była najładniejsza. A szczególnie dla Harry'ego.

Gdy Harry się rozpakował starał się słuchać nauczycielki, lecz nie wychodziło mu to. Nie tylko ze względu na dzisiejsze spotkanie z Louisem, ale także dlatego, iż czuł się obserwowany. Większość dziewczyn z klasy co chwilę zerkały w ich stronę i posyłały słodkie uśmieszki.

- Otwórzcie książki na stronie 121. - oznajmiła nauczycielka. Chłopak szybko otworzył książkę zerkając za blondynkę siedzącą obok niej. Dziewczyna zauważył to, bo po chwili odwróciła głowę w stronę Harry'ego i się delikatnie uśmiechnęła.

- Co? - wyszeptała tym swoim cudownym głosem, uśmiechając się.

- Nic, po prostu ładnie dziś wyglądasz. Zresztą jak zawsze, ale wiesz, dziś wyjątkowo ładnie - stwierdził patrząc się na książkę.

- Hazz, bo jeszcze sobie pomyśle, że orientacje zmieniłeś - szepnęła do ucha loczka, na co ten się roześmiał. Zwróciło to uwagę nauczycielki i reszty klasy, którzy zaczęli przyglądać się tej dwójce. Hazz od razu się zarumienił spuszczając wzrok.

- Panno Edwards i Pnie Styles, romanse proszę odstawić na później. Teraz proszę się zająć lekcją - upomniała ich nauczycielka od biologii, po czym się odwróciła do tablicy i zaczęła coś na niej pisać. Hazz i Perrie jedynie na siebie spojrzeli, i cicho zachichotali.

To prawda. Ta dwójka czasami zachowywała się jak para, ale to były tylko pozory. Harry był w stu procentach gejem, a Perrie traktowała Harry'ego jak swojego brata. Byli dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Nic poza tym.

 
     15 : 30.


Ostatnią lekcją dla Harry'ego była historia. Minęła ona w miarę spokojnie zwłaszcza iż chłopak nie został zapytany, bo to skończyłoby się tragicznie.

Gdy lekcja się skończyła, cała klasa wyszła z sali, kierując się w stronę szatni. Gdy do niej weszli, przebrali się, opuszczając mury szkoły.

Harry jak to w zwyczaju wyszedł ze szkoły z Perrie pod ręką. Dziewczyna nie spodziewała się jeszcze tego co zaplanował jej najlepszy przyjaciel.

- A więc dziś twoja wymarzona randka! - powiedziała uradowana, wchodząc na chodnik. Harry przewrócił tylko oczami.

- Pezz ile razy mam mówić, że to nie jest randka tylko zwykłe spotkanie i tyle! A poza tym.... chodź teraz na lody, jest taka ciepła pogoda - wyszeptał ciągnąc dziewczynę przez ulicę.

Zatrzymali się przed budką, w której sprzedawali włoskie lody. Loczek zamówił dwie duże porcje. Dla siebie jak zawsze malinowe, a dla Perrie truskawkowe. Chłopak zapłacił za nie, po czym obydwoje przysiedli się na ławeczkę. Chłopak, zaczął rozglądać się w lewo i w prawo jakby kogoś szukając. Zauważyła to blondynka, która wyczuła, że coś się szykuje.

- Hazz, co ty kombinujesz? - zapytała w prost, na co Harry jedynie jeszcze bardziej się spiął.

- Ja? Ja... nic, a czemu pytasz? Ahh... zapomniałem, przecież ty jesteś mistrzynią w wymyślaniu jakiś niestworzonych historii - powiedział uśmiechając się lekko, na co dziewczyna machnęła ręką, i zaczęła jeść swoje lody.

Nagle chłopak zauważył znajomą mu twarz. Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył Zayna, który jak na razie go nie zobaczył.  

- Um... słuchaj Pezz, ja już muszę iść, bo wiesz.... muszę się na spotkanie przygotować i w ogóle, także uważaj na siebie i pa - powiedział wstając z ławki. Dał dziewczynie buziaka na pożegnanie, po czym w mgnieniu oka zniknął, chowając się za krzakiem.

Hazz obserwował jak Zayn podchodzi do ławki, na której siedzi Perrie, rozglądając się. Chłopak specjalnie powiedział, że będzie na niego czekał właśnie w tamtym miejscu.

- Um... hej, słuchaj nie widziałaś może takiego chłopaka z lokami, ma osiemnaście lat i... -przerwał, gdy Perrie na niego spojrzała. Zayn wytrzeszczył oczy, a szczęka mu opadła.

Gdy tylko Harry to zobaczył, miał ochotę skakać z radości jak mała dziewczynka, lecz się od tego powstrzymał i zaczął się przysłuchiwać rozmowie.

- No cześć. Yyy.. no tak znam go, to Harry. A ty skąd go znasz, i czemu go szukasz? - zapytała, zerkając na chłopaka.

- Umówił się tu ze mną, bo powiedział, że ma ważną sprawę no to przyszedłem, a tu zamiast Harry'ego... ktoś jeszcze ładniejszy - powiedział, a na policzki Perrie wpłynęły urocze rumieńce, z którymi dziewczyna wyglądała przeuroczo. - Zaraz, to ty jesteś Perrie? - zagadnął gdy po chwili coś zaczęło mu świtać.

- No tak... aa... -przerwała dopiero teraz rozumiejąc o co chodziło Harry'emu. - O Boże... nie wiem co mu zrobię jak go spotkam - wyszeptała blondynka wstając z ławki i rozglądając się dookoła. Gdy loczek to zauważył kucnął by go nie zobaczyła. - Jak znać życie, to pewnie gdzieś tu jest i nas podgląda - wyjaśniła uśmiechając się. - Także, miło mi Cię poznać Zayn.

- Mi ciebie również Perrie - powiedział wyciągając rękę aby się przywitać. Uśmiechnął się szeroko do dziewczyny, która od razu wpadła mu w oko. Po prostu, poczuł te motylki gdy blondynka spojrzała w jego oczy. Coś niesamowitego. - A więc, nasz kochany Harry zrobił to specjalnie. No cóż... może by tak skorzystać z okazji, co ty na to? - zaproponował, uśmiechając się lekko. Blondynka się przez chwilę zastanowiła, po czym doszła do najlepszego rozwiązania.

- Myślę, że to dobry pomysł - powiedziała po chwili, a na jej twarz wpłynął kolejny szeroki uśmiech, jak i drugi rumieniec. Dzisiaj wyjątkowo często się uśmiechała i rumieniła.

Harry patrzył się jak Zayn i Perrie odchodząc. Gdy znaleźli się już dość daleko od niego, chłopak się wyprostował i szeroko uśmiechnął. Był szczęśliwy, że wszystko poszło zgodnie z jego planem i, że z tego spotkania może wyniknąć coś jeszcze.

A właśnie spotkanie!

Harry szybko wyszedł zza krzaków, po czym przebiegł przez ulicę, kierując się w stronę swojego samochodu. Gdy znalazł się przy nim, szybko do niego wszedł zapalając silnik. Wyjechał z parkingu i skręcił w prawo. Gdy miał już wjeżdżać w główną ulicę poczuł sile szarpnięcie.

Chłopak dość mocno uderzył się głową w kierownicę, pas wciął mu się w ramię powodują okropny ból, lecz nic poważniejszego się mu nie stało. Gdy się otrząsnął, spróbował wyjść z samochodu aby sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Gdy był już na zewnątrz doznał jeszcze większego szoku. Jego auto było całkowicie skasowane.

- Nic Ci  nie jest?! - wykrzyczał jakiś mężczyzna podbiegając do Harry'ego.

- Człowieku, skasowałeś mi auto! - wrzasnął wskazując ręką na pojazd. Mężczyzna stojący obok niego natychmiast wezwał pogotowie, gdy tylko usłyszał głośny jęk ze strony młodszego chłopaka, którego ewidentnie trzeba było opatrzyć. Następnie zadzwoniono po policję.


Po piętnastu minutach na miejscu zjawiło się pogotowie, policja oraz laweta, która zabierała właśnie samochód Harry'ego. Natomiast jego właścicielem zajmowali się lekarze, którzy stwierdzili, że trzeba zabrać Osiemnastolatka do szpitala. Na początku chłopak protestował, ale po chwili musiał się zgodzić

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 10 - Zagubiony w swoich uczuciach odnajdziesz drogę do miłości.

       Cześć wszystkim! Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale nie było mnie w domu i nie miałam dostępu do komputera. Na szczęście dziś już przyjechałam i dodaje wam rozdział 10. Jest dość krótki, ale ważne, że jest, nie? ;D Następny powinien pojawić się już niedługo, więc czekajcie! ;)

Enjoy!!

Twoje oczy odbiciem pragnień.


Niewiarygodne, co miłość może zrobić z człowiekiem….


Nie myślisz o niczym innym jak tylko o tej osobie, dla której straciłeś głowę. Bujasz w obłokach i nie wiesz co wokół ciebie się dzieję. Chciałbyś tylko spędzać czas obok niej. Wpatrywać się w jego oczy, patrzeć się jak się uśmiecha i jak jest szczęśliwy.


Kierując się w stronę przystanku autobusowego, Harry myślał tylko o Louis’ie. O tym co powiedział. O tym, że zaprosił go na….spotkanie? Tak, to musi być spotkanie. Przecież to nie może być randka….nie, to na pewno nie będzie randka. Po prostu się spotkają, porozmawiają jak ludzie, a potem się rozstaną. Każdy z nich pójdzie w swoją stronę i tak się to skończy.


Po dwudziestu minutach chłopak dotarł na miejsce. Przystanął na chwilę rozglądając się czy aby autobus nie nadjeżdża. Niestety po za samochodami żaden z autobusy nie jechał.


Harry postanowił, ze usiądzie na ławce. Usiadł obok trzech dziewczyn, które bacznie mu się przyglądały. Mierzyły go wzrokiem od głowy do stóp, co chwilę coś sobie szepcząc, oraz chichocząc. Loczek, był przyzwyczajony do takich zachowań, ale czasami nie wytrzymywał. Tak też było tym razem.


Gdy jedna z dziewczyn mu się przyglądała, Harry gwałtownie obrócił głowę, patrząc się jej prosto w oczy. Brunetka natychmiast odwróciła głowę, a chłopak się uśmiechnął.


- Wyglądam jakoś dziwnie, czy może mam coś na twarzy, że mi się tak przyglądacie? - zagadnął Hazz, zwracając uwagę dziewczyn na siebie. Natychmiast się do niego obróciły, mrugając oczami. Loczek uniósł jedną brew, chcąc aby to wyglądało jakby czekał na odpowiedź, chociaż doskonale ją znał.


- Znaczy się…śliczny jesteś - powiedziała jedna z nich, która faktycznie była piękna . Ale…. Harry nigdy nie zamieniłby przystojnego, seksownego i cholernie gorącego chłopaka na jakąś tam dziewczynę.


- Chcesz się umówić? - wypalił nagle, drocząc się z dziewczyną, która jak zdążył usłyszeć nazywała się Shelly. Harry zachował kamienną twarz, lecz w duchy zachodził się ze śmiechu. Nie chciał być niegrzeczny, ale kochał robić to dziewczyną. W sumie…. to on nawet nie wiedział, co one w nim widzą.


- Ale, że… że ty tak na serio? - zapytała niedowierzająco, wpatrując się w loczka. Nagle ich uwagę przykuł czerwony autobus, który właśnie nadjechał. Harry uśmiechnął się od ucha do ucha na jego widok. Po prostu je kochał.


- Nie, żartowałem… Wybacz - powiedział, wstając z ławki, po czym  wchodząc do autobusu. Zajął miejsce po środku obok okna. Spojrzał przez nie i zobaczył te dziewczyny, które miały nieodgadnięte wyrazy twarzy, oraz bacznie mu się przyglądały. Chłopak jedynie uśmiechnął się jeszcze szerzej, odwracając głowę.


~~~*~~~ 

Po godzinie drogi Harry był na miejscu. Wyszedł z autobusy, po czym przeszedł przez ulicę, kierując się w stronę mieszkania. Dopiero teraz sobie przypomniał, że nie poinformował swojego przyjaciela o tym, że został na noc u Louisa. Ale z drugiej strony… jak miałby to zrobić skoro był pijany?


Chłopak przyśpieszył, a już po chwili znalazł się przy drzwiach do kamienicy. Wszedł do środka, po czym wszedł na schody. Zatrzymał się na drugim piętrze, przy drzwiach do swojego mieszkania. Niepewnie nacisnął na klamkę, lecz drzwi ani drgnęły.


Nacisnął jeszcze raz, tym razem drzwi się uchyliły. Chłopak odetchnął z ulgą, bo świadomość, że mógłby spędzić całe popołudnie na klatce schodowej była dość przygnębiająca.


Harry wszedł do środka i zauważył Nialla, Perrie oraz Liama, którzy siedzieli na kanapie z dziwnym wyrazem twarzy.


- Hazz?! - krzyknęła Pezz, wstając z kanapy, po czym podbiegła do chłopaka i rzuciła mu się na szyję. - Jezu, jesteś cały! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszymy, że nic Ci nie jest! - krzyknęła uradowana, mocniej tuląc do siebie loczka, który za bardzo nie widział o co chodzi.


- A co niby miałoby mi być? - zapytał, gdy blondynka się od niego oderwała.


- Harry nie było Cię całą noc! Wiesz, co my tu przeżywaliśmy?! No nie wiem, nie mogłeś napisać, zadzwonić czy coś?! My tu odchodziliśmy od zmysłów! - krzyknął zdenerwowany Niall, podchodząc do Harry’ego, po czym mocno go przytulił. - Nawet nie wiesz jak bardzo się bałem - wyszeptał blondyn, odsuwając się od chłopaka. Harry’emu nie było dane zacząć, bo Liam również go przytulił mówiąc, aby więcej tak nie robił, bo on, Niall i Pezz zejdą na zawał. - Dobra, a gdzieś ty w ogóle był? - spytał po chwili.

Niall, tym samym stawiając chłopaka pod ścianą, która powoli się kruszyła.


- Um… no byłem na imprezie, a potem, jakoś tak wyszło…-zaczął niepewnie przyglądając się reszcie. Przewrócił oczami, po czym podszedł do kanapy i opadł na poduszki. - Byłem u Louisa, pasuje? - powiedział, gdy trójka jego przyjaciół obok niego usiadła.


- U Louis’ego? U tego Louis’ego?! Co wyście tam robili przez całą noc?! - wykrzyczał podekscytowany Niall.


- No właśnie, co wyście tam robili? - zagadnęła Pezz.


- Czyżby jakaś dzika noc? - powiedział Liam, z lekkim uśmiechem na ustach. Harry tylko przewrócił oczami.


- Matko… wy z góry zakładacie, że od razu coś było! Po prostu… upiłem się, a on to widział i zabrał mnie do siebie. I nie było żadnej dzikiej nocy Niall! - zwrócił się do przyjaciela, który jedynie przewrócił oczami i machnął ręką.


- No dobra, to opowiadaj jak tam było, ale tak z konkretami i w ogóle - powiedziała Perrie uśmiechając się.


- O…


- I bez takich, gadasz albo sami to z ciebie wyciągniemy - powiedział Niall z cwaniackim uśmiechem. Spojrzał na Liama, a potem na Perrie, która już zacierała ręce. Harry po chwili poddał się, wiedząc co jego przyjaciele chcą zrobić.


- No dobraaa - wyszeptał przeciągle Hazz, wygodniej siadając na kanapie. - No to było tak, że poszedłem na tą imprezę, no i jak tam szedłem to zetknąłem się z Tay, która powiedział mi, że mnie kocha, wiecie tak wprost, ale teraz mi nie przerywajcie, bo jeśli to zrobicie to nie będę mówił - przerwał wskazując palcem na Perrie, która już otworzyła usta w celu powiedzenia czegoś. - Więc, wszedłem do jakiegoś klubu, no i zacząłem. Najpierw jeden potem drugi i tak to poszło. A potem poznałem grupkę ludzi, w moim wieku, którzy swoją drogą byli całkiem fajni. No i po kilku głębszych, Louis mnie zobaczył, a z racji, że ja nawet nie pamiętałem gdzie mieszkam, to on zabrał mnie do siebie. No i jak się obudziłem to ogólnie pogadaliśmy a potem…. no potem zaprosił mnie na… spotkanie - opowiedział wszystko dokładnie, przyglądając się przyjaciołom, którzy wydawali się analizować każde słowo.


- Randka będzie jak nic! - krzyknęła podekscytowana blondynka, uśmiechając się szeroko.


- To nie będzie żadna randka tylko spotkanie. A poza tym, to wybaczcie ale muszę iść wziąć kąpiel i idę się położyć, bo jestem wykończony! - powiedział wstając z kanapy - Wybacz Perrie! - krzyknął, gdy był już na korytarzu. Obrócił się do dziewczyny, a ta jedynie puściła mu oczko.


Chłopak wszedł do łazienki. Zamknął drzwi na kluczyk i zaczął się rozbierać. Gdy był już nagi, wszedł pod prysznic, i odkręcił kurek z gorącą wodą. Przymknął na chwilę powieki czując ulgę po długiej i niezbyt dobrej nocy.


 Po niecałych trzydziestu minutach był już wykąpany. Wyszedł z kabiny, biorąc ręcznik i starannie się wycierać. Gdy był już suchy wyciągnął czarne bokserki, które po chwili założył na siebie. Stanął przed lustrem poprawiając mokre kosmyki włosów.


Chłopak przyglądnął się sobie.


Po kąpieli zawsze wyglądał dziwnie.


Jego włosy nie przypominały już cudownych loczków, które płeć przeciwna wręcz ubóstwiała. Chociaż mężczyźni także podlegali ich urokom. Teraz były to długie kosmyki mokrych włosów, które przeczesał je palcami, po czym wyszedł z zaparowanej łazienki.


Zamknął za sobą drzwi, po czym rozglądnął się, lecz nikogo nie zauważył. Wszedł do salonu, podchodząc do kanapy. Wtedy zauważył dużą białą kartkę na stoliku. Wziął ją, czytając to co było na niej napisane.


  Ja i Liam poszliśmy do Pezz. Sądząc, że masz niezłego kaca nie będziesz chciał z nami iść. Ale jeśli zmienisz zdanie, to zapraszamy! Całusy Niall ;)


 Harry uśmiechnął się na samą myśl o tym jak bardzo Niall go zna. Pokręcił głową, po czym skierował się do swojego pokoju. Gdy znalazł się przy drzwiach do jego pokoju, zauważył Tofika, który bacznie mu się przyglądał. Chłopak popatrzył się na niego, a po chwili do niego podszedł i kucnął.


- Co tam Tofiku? Ciężka noc? Wiem, coś o tym - wyszeptał biorąc kotka na ręce, po czym otworzył drzwi do swojego pokoju i wszedł do środka. Usiadł na łóżku, a kotka ułożył obok siebie. Wziął do ręki telefon sprawdzając czy aby mu coś nie przyszło. Spostrzegł jedno nieodebrane połączenie. Szybko odblokował telefon. Okazało się, że dzwonił Zayn. Chłopak szybko nacisnął zieloną słuchawkę, po czym przyłożył aparat do ucha. Po kilku sygnałach usłyszał głos Zayna.


- Hej, dzwoniłeś? - przywitał się, kładąc się na łóżku.


- Siema, słuchaj jest taka sprawa, dzwonił do mnie szef i mówił, żebyś jutro przyszedł godzinę wcześniej - wyjaśnił biorąc wdech - Chyba, że jeśli masz już coś zaplanowanego, także jak coś to mogę Cię zastąpić - powiedział.


- Nie no co ty, nic mi się nie stanie jak przyjdę do pracy godzinę wcześniej - wyjaśnił, biorąc kotka na ręce. Zaczął głaskać go za uchem, a ten zaczął mruczeć. Nagle Harry po drugiej stronie telefonu usłyszał jakby krzyk. - Zayn, wszystko w porządku? - zapytał siadając na łóżku.


- Wybacz moja była mnie ciągle dręczy. Ja już mam jej dość. Dlaczego nie mogę znaleźć kogoś fajnego, kto po prostu mnie pokocha - westchnął, a do głowy Harry’ego natychmiast wpadł pewien pomysł. - Dobra ja muszę kończyć, pa - powiedział, po czym się rozłączył.


Harry natychmiast zaczął układać sobie w głowie pewien plan, który miał zamiar zrealizować  jeszcze w tym tygodniu.

wtorek, 16 lipca 2013

My life without you część III.

Hej! Więc... Tak jak mówiłam dodaje trzecią część MLWY. Mam nadzieję, że to mini stories wam się podobało xd Ta część jest chyba najbardziej smutna ze wszystkich, ale wydaje mi się, że całkiem fajna, pomimo tego iż jest krótka. Teraz zabiorę się za pisanie innego shota Will you marry me?, a następnie pojawi się kolejny rozdział YEJAW. No to... miłego czytania. 

Enjoy!!



Tęsknię za tobą,

 Tęsknić to takie złe.


  Nie zapominam Cię,


   To takie smutne.


    Pamiętam dokładnie


     Dzień w którym zasnąłeś na wieki,


      Był dniem kiedy zrozumiałem,


       Że już nie będzie tak samo.


        Nigdy nie chciałem brać od ciebie pocałunku,


         W rękę na pożegnanie...


           Sądziłem, że zobaczę Cię znowu.


            Teraz wiem, że nie mogę.


              Ja już się obudził em.


               Dlaczego Ty się nie budzisz?


                 Pytam, dlaczego?


                   Nie mogę tego znieść.


                     To nie było udawanie,


                        To się stało- przeminąłeś.


                          Teraz odszedłeś


                            Nie mogę sprawić, żebyś wrócił,


                               Odchodzisz i nie wracasz....




Rodzimy się po to by żyć. Żyjemy po to by umierać. Bo życie, nie jest nic warte... 



Dochodziła godzina 19.    


Na dworze było jasno, a słońce nadal świeciło. Podmuch wiatru rozwiał moje loki, które opadły mi na oczy. Szybko je odgarnąłem, wchodząc do sklepu. Wokoło było mnóstwo różnego rodzaju kwiatów. Jedne były lepsze od drugich. Jakby żyły własnym życiem.


Rozglądnąłem się dookoła w poszukiwaniu tych perfekcyjnych. Po chwili mój wzrok zatrzymał się na pięknym bukiecie kali. Uśmiechnąłem się, chwytając bukiet, po czym podszedłem do pani stojącej na ladą. Zapłaciłem za kwiaty, a po chwili wyszedłem ze sklepu, zatrzymując się, gdy zobaczyłem jakąś parę, która trzymała się za ręce, a z nich zwisała kłódka z jakimś napisem.



"....- Jesteśmy tutaj. - powiedział Louis, chwytając mocno mnie rękę. Mogliśmy to zrobić, ponieważ w okół nas nie było za wielu ludzi, którzy mogli by nam zrobić zdjęcia.


Spacerowaliśmy wzdłuż Pont de l'Archevêché, mostu który był sławny dla par, które zostawiały na nim 'kłódki miłości'. Kłódki oznaczające wieczność. Wieczność to było to, czego potrzebowali.


- Zmęczony. - wymamrotał Louis, trącając nosem moją szyję.



- Ja?! No co ty! - zapewniłem go i mocniej zacisnąłem dłoń, wracając do naszego poprzedniego tępa.
 
Dotarliśmy do mostu, widok tych wszystkich kłódek nieco zapierał dech. Wiedza, że tak wielu ludzi z całego świata przybyli tutaj i zrobili to dla kogoś jeszcze, ogrzewała moje serce.



- Jest ich tak dużo. - wyszeptał Louis, przebiegając dłonią przez nie wszystkie. Różne kolory, faktury, style...różne historie.



Pomyślałem o ludziach, którzy staną w tym miejscy i następnych i następnych. Czy zobaczą naszą kłódkę? Co poczują, gdy staną w tym miejscu? Byłem pewien, że zostawimy po sobie jakiś ślad. Miłość jaką czułem do Louisa nie mogła zniknąć. Była niezgłębiona. Coś tak silnego nie może po prostu... zniknąć. 


- Zawieśmy także naszą i będziemy mogli wrócić do domu - wyszeptał Lou, krótko całując mnie w usta, po czym wyciągnął naszą kłódkę z kieszeni. Jęknąłem zanim podszedłem do wolnego miejsca. 



- W porządku? - zapytałem, patrząc się na Louis'ego szeroko otwartymi oczami - zbyt pełnymi. 



- W porządku - odpowiedział mi Lou bezdźwięcznie, zawieszając kłódkę i zatrzaskując, aby ją zamknąć. Gdy to zrobił, pochylił się nade mną i pocałował, jakby tylko to się liczyło. Ponieważ tak było. 



Pamiętaj nas na zawsze, HS+LT




- Kocham Cię - wyszeptałem, patrząc się w stronę Louis'a. Chłopak jak zawsze był piękny. Delikatne rysy twarzy. Idealnie ułożone włosy. Wszystko miał idealne...I wszystko było idealnie"*




Wszystko, aż to czasu... 



Pokręciłem szybko głową, kierując się w doskonale znane mi miejsce.

~~~*~~~ 


Po piętnastu minutach dotarłem na miejsce. Wszedłem przez bramę, skręcając w prawo. Przeszedłem przez pierwszą alejkę, zatrzymując się na końcu. Spojrzałem na grób, ze łzami w oczach.


- Hej Lou - przywitałem się, wkładając bukiet kwiatów do wazonu , po czym usiadłem na ławeczce. - Wiesz... tęsknię. Wiem, że mówię to już chyba setny raz, ale taka jest prawda. Naprawdę bardzo, ale to bardzo tęsknię. Tak bardzo chciałbym Cię teraz przytulić i pocałować. Usłyszeć od ciebie, że będzie dobrze. Poczuć jak mnie to siebie przytulasz i pocierasz moje plecy. Jak szepczesz mi do ucha te dwa słowa, które tak często wypowiadałeś... Tak bardzo mi ciebie brakuje....- wyszeptałem, ścierając z policzka łzę. - Nie ma dnia, żebym o tobie nie myślał. Wszystko w około mi o tobie przypomina. Nawet jak wyjdę na ulicę i zobaczę chłopaka w czerwonych rurkach. Od razu przed oczami pojawiasz mi się Ty - powiedziałem, biorąc głęboki wdech.


Patrzyłem się ciągle na czarny pomnik z jego zdjęciem. Był taki ładny. Jak zawsze. Jego włosy były idealnie ułożone, a na jego twarzy gościł lekki uśmiech. 


- Wyglądasz tu ślicznie. Jak anioł. Teraz też nim jesteś.... tylko masz skrzydła - zachichotałem, poprawiając loki. Spojrzałem w stronę nieba, patrząc się jak chmury przybierają różne postacie. - Wiem, że teraz patrzysz na mnie z góry i chcesz żebym stąd poszedł i zaczął nowe życie, ale ja nie potrafię. Nie mógłbym Cię zostawić... I wiesz....


- Harry! - przerwał mi głos mojego przyjaciela. Obróciłem głowę, zauważając Nialla, który powoli do mnie podszedł. Zmarszczyłem brwi, nie wiedząc skąd się tu znalazł. Usiadł obok mnie na ławce, patrząc się na grób. - Dobrze się czujesz?

- Skąd wiedziałeś, że tu będę? I w ogóle, coś się stało? - zignorowałem pytanie blondyna, patrząc się w jego kierunku. 


- Jakbym Cię nie zał Hazz... Posłuchaj, wczoraj dzwonił do mnie Liam. On... on się o ciebie martwi. I wiesz mi, nie jest jedyny. Wszyscy się o ciebie martwimy. Co się z tobą dzieje? Boje się, że możesz.... sobie coś zrobić - szepnął, patrząc się prosto w moje oczy. 


Nie odpowiadałem przez dłuższy czas, unikając wzroku Irlandczyka.


- Posłuchaj, ja doskonale wiem, że nie możesz sobie poradzić z śmiercią Lou, tak jak my wszyscy, ale... musisz żyć dalej. Do już koniec Harry... 


- Nie Niall - przerwałem mu, wstając z ławki. - To dopiero początek - szepnąłem, po czym odszedłem od grobu.


Słyszałem jak Niall mnie woła, lecz ja nie zwracałem na to zbytniej uwagi. Chciałem jak najszybciej dotrzeć do domu. Gdy znalazłem się przy samochodzie, otworzyłem drzwi, wsiadając do środka. Odpaliłem silnik, wyjeżdżając z parkingu.


~~~*~~~
Po godzinie dotarłem pod dom. Wysiadłem z auta, kierując się w stronę dużych, drewnianych drzwi. Otworzyłem je, wchodząc do środka. Zdjąłem buty, po czym włączyłem światło. Przeszedłem przez duży, pusty salon, wchodząc po schodach na górę. 


Gdy znalazłem się już w sypialni, podszedłem do okna, siadając na parapecie. Spojrzałem przez duże okno, spoglądając do góry. Słońce już dawno zaszło, a na niebie zamiast niebieskich chmur, pojawiło się mnóstwo złotych gwiazd. 


Spojrzałem na jedną, która wydawała się świecić najbardziej. 
  

   Jest nasza, pamiętasz, Lou? 



 Teraz pewnie spoglądasz na mnie z nieba i się uśmiechasz, a koło twoich oczu pojawiają się te urocze kurze łapki, których ty tak bardzo nienawidziłeś. Ale ja je kochałem. Kochałem w tobie absolutnie wszystko.  Kochałem wszystko co było związane z tobą. I nadal kocham.



 Pamiętasz, obiecywaliśmy sobie, że nasza miłość będzie trwała do końca świata i jeden dzień dłużej. Że nic, ani nikt nie zdoła nas rozdzielić. A jednak.... pokonała nas śmierć, Lou. A może to właśnie śmierć nas do siebie zbliżyła?


Po moim policzku spłynęła kolejna łza.


Starłem ją kciukiem, sięgając po twoje zdjęcie w ramce, które znajdowało się na stoliku niedaleko mnie. Wyglądasz tu tak pięknie.


- Już niedługo się spotkamy, Boo - wyszeptałem, ścierając łzy z policzków. Usiadłem na podłodze, wkładając rękę do kieszeni spodni. Wyjąłem z niej żyletkę. Spojrzałem na nią. Zauważyłem zaschniętą krew. Na pewno moją. Tak długo tego nie robiłem, ale...  to za dużo. Zdecydowanie za dużo. 


Podwinąłem rękaw mojej szarej koszuli, po czym przyłożyłem do nadgarstka żyletkę. Nie czekając dłużej przejechałem nią po niej. Przymknąłem powieki, czując tą niepowtarzalną ulgę. Na dębową podłogę skapnęła czerwona kropla krwi. Już po chwili znów przejechałem żyletką, tym razem po żyle i o wiele, wiele mocniej.


Teraz zrobiło mi się całkowicie słabo, a przed oczami zrobił mi się ciemno. Zrobiłem to jeszcze raz, a krew zaczęła spływać po mojej ręce, brudząc moją koszulę, spodnie oraz brązowe panele. Chwyciłem w dłonie zdjęcie mojego Louisa, opierając się plecami o ścianę. 


- Już niedługo Louie. Już za chwilę.... Już.... już za moment.

___________________________
* - Fragment z Flame of love.